Skocz do linków, Skocz do treści

Relacja z imprez WUD-owych

14 listopada 2008 23:48. Autor: Robert Drózd. Komentarze (9) »

Wybrałem się wczoraj na obie zapowiadane w poprzednim wpisie warszawskie imprezy zorganizowane z okazji Światowego Dnia Użyteczności 2008. Poniżej krótka relacja.

Śniadanie użyteczności

Spotkanie zorganizowane przez została firmę Making Waves, rodem z Norwegii, a z siedzibą w Krakowie. Na początek muszę powiedzieć, że obawy się nie potwierdziły – akcent sprzedażowy w prezentacjach był niewielki, promocja raczej w tle, choć koszulek nie starczyło dla wszystkich. :-)

Obejrzeliśmy trzy moduły poświęcone badaniom użyteczności, które na zmianę prowadzili Hubert Turaj i Bartosz Bałaziński. Pierwszy o analizie heurystycznej – heurystyki, listy kontrolne, zasady – dużo teorii, trochę przykładów z badań serwisów turystycznych i ubezpieczeniowych, ale chyba sala trochę została przygnieciona teorią :-).

Druga część, „zaufaj statystykom” pokazywała różne rozwiązania web analytics, z naciskiem na Google Analytics, które na polskim rynku staje się oczywistym wyborem. Tu już ciekawiej i więcej przykładów realnych. Choć przy rozwiązaniach clicktracking chciałoby się obejrzeć coś innego niż przykłady ze strony producenta…

Część trzecia dotyczyła testów na użytkownikach. Pytanie na początku. Po co prowadzić testy użyteczności?

Następnie obrazek: sterta banknotów dolarowych.

Naprawdę lubię delikatną autoironię. :-)

Ciekawe wnioski dotyczące niemieckich emerytów korzystających z norweskich serwisów turystycznych. Nie przewijają. Nie widzą małych elementów. Nie rozumieją słowa galeria, lepiej zdjęcia.

Oczywiście wiem, że spotkanie nie było przeznaczone dla kogoś takiego jak ja i wybrałem się na nie przede wszystkim żeby zobaczyć jak można mówić o użyteczności laikom. Wraz ze mną były dwie osoby z firmy mojego klienta. Specami od użyteczności nie są, chociaż uczestniczyły jako obserwatorzy w testach, a także w szkoleniu z Analytics, które prowadziłem. No i stwierdziły zgodnie, że tematy z którymi się nie spotkali przy testach i szkoleniu zawierały pewne nowe informacje, ale reszta była dość oczywista. Że w zasadzie wystarczy raz być na takiej prezentacji, a nie będzie już potrzeby chodzić na kolejne.

To też wskazówka dla przyszłorocznych imprez promujących użyteczność. Temat staje się coraz bardziej znany (choć często powierzchownie) i trzeba chyba przechodzić do bardziej szczegółowych tematów, nawet jeśli widownią mają być osoby niezwiązane zawodowe z usability.

Warszawski dzień użyteczności

To spotkanie miało już inny profil. Jako jedyne w Polsce nawiązywało do tegorocznej tematyki światowego WUD-u czyli użyteczności w transporcie. Organizatorami były firmy 2ia oraz UbikBC we współpracy z Akademią Sztuk Pięknych. Obejrzeliśmy cztery zróżnicowane wystąpienia.

Autobuser.pl to serwis z rozkładem komunikacji miejskiej w Warszawie, mający w założeniu być alternatywą dla oficjalnej strony ZTM. Rzeczywiście, ZTM ma stronę przestrarzałą o parę lat i słabo uwzględniającą różne potrzeby użytkowników i przypadki użycia. Jan Nemedyński dobrze wypunktował różne problemy ZTM, na przykład konieczność bodaj siedmiu kliknięć i dodatkowego myślenia przy znajdowaniu pojedynczego rozkładu. Remedium na te bolączki ma być serwis Autobusera, którego działanie obejrzeliśmy na pokazanych zrzutach ekranowych.

Jeden z kolejnych prelegentów stwierdził ironicznie, że wreszcie po prezentacji Autobusera wie o co chodzi w tym serwisie. I całkowicie się zgodzę – Autobuser.pl jest przykładem aplikacji, przy której uwzględniono tylko niektóre przypadki użycia, a reszta całkowicie nie jest wspierana. Sprawia to, że wiele informacji znajdę znacznie szybciej i łatwiej na przestarzałej stronie ZTM. To jest zresztą bardzo ciekawy przypadek, gdyż autorzy serwisu zdają się zupełnie nie rozumieć jego braku użyteczności. Być może omówię to w osobnym artykule.

Druga prezentacja dotyczyła Miejskiego Systemu Informacji w Warszawie, a mówił o nim jeden z twórców systemu, dr Grzegorz Niwiński.

Architektura informacji w przestrzeni miejskiej to cała masa wyzwań, których jako komputerowcy sobie nie wyobrażamy. Na przykład określenie miejsca w którym jesteśmy. Szukamy zwykle jakichś punktów charakterystycznych, ale Warszawa jest takim miastem, gdzie czasami tych punktów nie ma. Trafiasz na osiedle X i nie rózni się niczym od osiedla Y. Kolejna sprawa – etykietowanie. Niektóre obszary nie mają kojarzonych przez mieszkańców nazw – i trzeba je było stworzyć, np. w przypadku Filtrów (co było dla mnie zaskoczeniem). Inne mają po kilka nazw. Jeszcze inne są nazywane nieprawidłowo. Ale co to znaczy nieprawidłowo? Na podstawie przeprowadzonych badań jako podstawę MSI ustalono siatkę tzw. sąsiedztw, które dotyczą niewielkich fragmentów dzielnicy.

Inna kwestia – jak ułatwić orientację przestrzenną w skali całego miasta? Okazało się, że punktem orientacyjnym dla całej Warszawy jest rzeka Wisła. Dlatego przy sieci najważniejszych ulic w Warszawie znajdują się oznaczenia – czy dana ulica jest równoległa czy prostopadła do Wisły. Są to znaki ze strzałką i symbolem fali. Szczerze mówiąc, widziałem je wielokrotnie i nie kojarzyłem, że chodzi o Wisłę… Inna sprawa, że system został wdrożony prawie 10 lat temu i kampania informacyjna była tylko jedna – na początku. Oznakowań, szczególnie takich, na które natrafia się codziennie trzeba uczyć.

Ciekawe są losy MSI. System okazał się sukcesem, najpierw wprowadzony w (dawnej) gminie Centrum, potem został przejęty przez wszystkie dzielnice Warszawy, a także skopiowany przez inne miasta, jak np. Łódź – co zdaniem prelegenta nie miało wielkiego sensu, gdyż system był projektowany „pod” Warszawę i nie może uwzględniać specyfiki innych miast. Skąd my to znamy. Architektura informacji stron internetowych też bywa kopiowana, niezależnie czy sprawdza się gdzie indziej czy nie.

Gorzej jest z bieżącym utrzymaniem systemu – informacje dotyczące drobnych obiektów użyteczności publicznej – to są takie trójkąciki na słupach, na wysokości oczu – nie są uaktalniane i system ulega powoli degeneracji. Ostatnio MSI zostało przejęte przez Zarząd Dróg Miejskich, co jest złym rozwiązaniem – bo może doprowadzić do ograniczenia roli systemu do „tabliczek drogowych”. A ma on przecież służyć i pieszym i turystom.

Prezentacja z mojego punktu widzenia bardzo ciekawa, chętnie dowiedziałbym się na ten temat czegoś więcej.

Trzecie wystąpienie zatytułowane było „Internetowe serwisy komunikacyjne – kto z nich korzysta i jak je dostosować do potrzeb użytkowników”. Dr Krzysztof Krejtz mówił zajmująco i pokazał parę ciekawych (i polskich) narzędzi, które można obejrzeć w serwisie Houselab.eu.

Na przykład „Picture spotlight”, czy też „Attention spotlight” – aplikacja, która pozwala przez internet zmierzyć świadomą uwagę użytkownika, w stosunku do stron internetowych albo ilustracji. Pomiar wygląda prosto – cały ekran jest przyciemniony, a wyraźnie widzimy tylko to miejsce w którym jest kursor myszy. Na co patrzymy, na to musimy przesunąć kursor. Twórcy twierdzą, że narzędzie daje porównywalne wyniki do badań eyetrackingowych, przy ułamku kosztów. Szkoda że w sieci jest tylko prezentacja działania narzędzia i nie ma samej heatmapy wyników, którą dr Krejtz pokazywał.

Spora część wystąpienia poświęcona była  badaniu postaw internautów wobec korzystania z różnych usług w Internecie, między innymi transportowych. Samo badanie mnie nie jednak przekonało. W jego ramach wyróżniono (po analizie skupień) trzy grupy internautów: Twórcy, Konsumenci i Obserwatorzy. Następnie widzieliśmy, jak wyglądają postawy tych grup. I podstawowy problem metodologiczny (nad którym badacze przeszli do porządku dziennego) polega na tym, że grupy wyróżnione zostały w zasadzie na podstawie tylko jednego wymiaru – było to doświadczenie i zaangażowanie w korzystaniu z Internetu. Twórcy korzystają najwięcej, Konsumenci tak średnio, a Obserwatorzy najmniej. No i wszystkie dalsze wnioski obciążone są tym jednym wymiarem i ustawione w jednym kierunku.

Zaznaczam: nie jestem socjologiem. Ścieżkę studiów „badania rynku” na SGH ukończyłem ponad 5 lat temu i bezpośrednio w tym zawodzie nigdy nie pracowałem. Ale naprawdę, widząc wszędzie na wykresach te same wnioski nie rozumiałem sensu takiej drogi eksploracji wyników.

Czwarta prezentacja, „Ergonomia a użyteczność” skupiała się chyba bardziej na teorii, chyba, bo zaraz po jej rozpoczęciu poczułem się zbyt zmęczony (była już 21) i urwałem się do domu.

Czy było warto się wybrać? Raczej tak, choćby dla samego MSI. Jak już wspominałem w recenzji Kansei – ciekawe konferencje to takie, które prowokują do pytań i uwag i ta to kryterium spełniła. Na marginesie – doskonała lokalizacja w siedzibie Rzeczpospolitej i spory komfort oglądania (dwa projektory).

A we Wrocławiu?

Ciekaw jestem opinii o WUD we Wrocławiu, oglądałem podczas transmisji fragment niezłej prezentacji Eryka Orłowskiego o zastosowaniu miar ilościowych przy testach użyteczności (link do SlideShare), mam nadzieję że nagrania zostaną opublikowane na stronie konferencji.

Podobne artykuły:

Być może zainteresują Cię następujące artykuły:

Zapisz się na kanał RSS bloga i dołącz do ponad 1500 czytelników RSS.

Zostań fanem WebAudit na Facebooku.

Komentarze czytelników

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS
  1. Paulina Gawłowska

    Okazuje się, że lepiej było zostać w Warszawie, zamiast pchać się do Wrocławia. WUD bardzo mnie rozczarował – spodziewałam się, że będzie to konferencja zorganizowana przez specjalistów dla specjalistów, na której będziemy wymieniać się wiedzą i doświadczeniem. W efekcie było to kolejne spotkanie dla „nic nie wiedzących” klientów, których to spotkań było już mnóstwo w ciągu ostatnich kilku lat.

    Jedynie prezentacja Eryka była naprawdę wartościowa.
    Andrew Swartz te mówił ciekawie, ale raczej jako inspirujące spojrzenie na usability oczami „kolegi” z zachodu.

    Pozostałe wystąpienia służyły głównie PRowi, jak początki wystąpień Symetrii czy UseLabu (chyba już naprawdę można sobie darować takich działań – chwalmy się wiedzą i doświadczeniem a nie firmą) oraz tłumaczeniem czym jest EyeTracking czy UCD.

    Jasne, Symetria powiedziała trochę o pułapkach w analizowaniu wyników ET, ale były to banały, o których wszyscy specjaliści z dziedziny już wiedzą.

    Jasne, Wojtek z UseLabu pokazał co nieco jak można szybko poprawić użyteczność formularzy, ale to też nie było wystąpienie dla speców od usability.

    Jasne, Marek z ThinkLabu pokazał case study. Ale nie poznaliśmy nawet potrzeb biznesowych klienta. I całośc była na tak ogólnym poziomie, że o każdym projekcie można powiedzieć dokładnie to samo: „przeglądnęliśmy” wiele stron, wyciągnęliśmy wnioski, narysowaliśmy pierwszą makietę, klient dał feedback, narysowaliśmy drugą makietę.

    Nadal baaardzo brakuje spotkań, które pozwalałyby na rozwój polskiego usability. Dreptamy w miejscu, chwaląc się cały czas, że wiemy czym są badania użyteczności, i że je przeprowadzamy. A potem dostaję od klientów „badania usability” przeprowadzone przez duże firmy badawcze i płakać się chce czytając procedurę (po 3 osoby w 2 grupach) i rekomendacje co do wielkości czcionki wysnute na podstawie wypowiedzi jednego badanego.

    Czekam z niecierpliwością na bardziej wartościowe konferencje.

    PS. Materiały do pobrania już są: http://www.wud2008.pl/program.xml

  2. Robert Drózd

    @Paulina:
    tyle że pobranie tych materiałów wymaga podania hasła…

  3. anioola

    A moim zdaniem problem nie tkwił o tyle w prezentacjach (poziom merytoryczny, PR, etc.), ale w samej formule i celu tego spotkania. W materiałach informacyjnych jest mowa, iż to dzień „popularyzacji zagadnienia użyteczności i kwestii z nią powiązanych”, zatem do kogo jest skierowany? Do końca nie wiadomo i w tym wydaje mi się największy kłopot – równocześnie dla „zwykłego” użytkownika zainteresowanego tymi zagadnieniami, dla klienta, dla studentów (licznie przybyłych), dla specjalistów?
    Stąd myślę różnorodność tematów, ich poziom (próba dostosowania do „wszystkich”).

    Także czekam z niecierpliwością..

  4. eryk orłowski

    problem, który opisuje Paulina, to znana nie od dziś bolączka. Albo pokazujemy ciągle te same materiały edukacyjne i połowa sali się nudzi, albo jedziemy specjalistycznie i nudzi się druga połowa. Ja wyszedłem z założenia, że lepiej opowiedzieć o czymś, o co nasi klienci mogą chcieć zapytać branżę. Ta ostatnia może też cokolwiek wyniosła była, w każdym razie niektórzy.

  5. KPK

    http://interaktywnosc.pl/2008/11/16/wud2008-tertium-non-datur/

    We Wrocławiu było mniej więcej tak ;].

  6. Wojciech Kuśmierek

    Paulina, zgadzam się – to nie było wystąpienie dla speców usability. Z tego co wcześniej wyczytałem – idea WUD służy propagowaniu usabality na zewnątrz. Pokazałem, że usability może wymiernie pomóc i tyle.

    Dawno już przestałem oczekiwać, że jakoś szczególnie pogłębię swoją wiedzę na tego typu spotkaniach. Jest to dla mnie okazja do spotkania ludzi z branży, wypicia z nimi piwa, pospierania się mniej lub bardziej merytorycznie. Ale przede wszystkim takie spotkania służą pokazaniu usability ludziom spoza branży.

    Co do innych prezentacji – prezentacja Eryka była jedną z ciekawszych – ale był to właściwie przegląd problemów (ważnych skądinąd) – z chęcią bym posłuchał konkluzji :). Najbardziej do gustu przypadła mi prezentacja pana z Serco – klasa, całościowe spojrzenie, ciekawe ujęcie tematu.

    Co do „PR”-u – to nie robiłem PRu. PR jest znacznie bardziej wyrafinowany. Ja przedstawiłem po prostu na jednym slajdzie swoją firmę. Co więcej, uważam, że nie ma w tym nic złego – dopóki to jest jeden slajd. Bo znowu: odbiorcą tej prezentacji były głównie osoby spoza branży. Jeżeli wychodzę jako obcy człowiek z prezentacją, to jest to dla mnie forma przedstawienia się. Robiłbym z tego zarzut, gdyby cały szoł był poświęcony prezentacji usług, ale przecież tak nie było.

  7. Robert Drózd

    Obejrzałem te prezentacje. (Dzięki wszystkim, którzy przesłali hasła, linki, a także samego zipa. Już nie trzeba więcej :)

    Rzeczywiście, mniej zaawansowane niż Eryka – czasem trochę dla wszystkich i dla nikogo. Można o rzeczach znanych mówić w sposób nowy (jak pokazał Swartz i zdaje się też Kuba). Można też pokazywać case’y (Marek i Wojtek). W przypadku casów rzeczywiście było chyba za płytko. Widać efekty, mało jest warsztatu. Jaki jest cel prezentacji? Trochę nie wiadomo czy widownia ma się zachwycić i przekonać do usability (zakładam, że jeśli ktoś na n-tą konferencję jedzie i jeszcze za nią płaci, to już się przekonał), czy też po prostu zapamiętać prelegentów jako speców z branży…

  8. Piotr Jardanowski

    Zgadzam się z Pauliną, ale … Dostosowanie poziomu merytorycznego prezentacji jest dużym problemem dla prelegentów. Wynika to z (wyżej już opisanego) braku określenia grupy docelowej spotkania. Przygotowując prezentację o Eye Trackingu mieliśmy duży problem z obraniem kierunku jej robienia. Jeżeli przyjrzymy się konferencjom robionym za granicą to nie ma takiego problemu: spotkanie dla specjalistów jest dla specjalistów, spotkanie propagujące jest dla wszystkich, a poziom prezentacji jest odpowiednio dobrany. Może to jest dobra wskazówka na przyszły rok, aby np. podzielić WUD na 2 części: czysto specjalistyczną i propagującą użyteczność jako taką.

    PS. Osobiście również uważam prezentację Eryka za najbardziej merytoryczną, ale miałem też kontakt z innymi osobami, które nie wiele z niej zrozumiały. To podkeśla, że odbiorcy konferencji są baaaardzo szeroką grupą, a w takiej nie ma możliwości znalezienia „złotego środka”.

Komentarze z innych blogów

  1. Wrażenia po World Usability Day 2008 we Wrocławiu | Usability On Air

    […] ciekawiej. Może za rok. Co do uwag odnośnie poziomu merytorycznego prezentacji to zgodzę się z Robertem Drózdem, który we wpisie na swoim blogu stwierdził: To też wskazówka dla przyszłorocznych imprez promujących użyteczność. Temat staje się […]

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML. Komentarze zawierające w podpisie słowa kluczowe mogą zostać potraktowane jako spam i usunięte.