Skocz do linków, Skocz do treści

Mapy Google i sztuka prezentacji

13 marca 2008 8:44. Autor: Robert Drózd. Komentarze (6) »

Nie uważam siebie za specjalistę od prowadzenia prezentacji i zdarzyło mi się w życiu parę prezentacyjnych wpadek. Tym bardziej lubię oglądać dobre i przyciągające wystąpienia.

Wczoraj na zaproszenie Google odwiedziłem warszawski hotel Hyatt, w którym odbywała się premiera Google Maps w edycji polskiej. O całym wydarzeniu napisali już obszernie Kuba Filipowski Tomek Frontczak, dlatego skupię się nie na samym produkcie, a na przebiegu imprezy.

Główna prezentacja Map Google, którą w języku angielskim przeprowadził Giorgio Scherl była formalnie bardzo prosta. Menadżer produktu pochodzący ze Szwajcarii po prostu pokazywał jak tych map używa on sam – czy to szukając piekarni w Warszawie czy chcąc sprawdzić jak wygląda rynek w Krakowie. Wszystko działo się na żywym interfejsie map, czasami nie wszystko się udawało (trzykrotna próba wpisania nazwy ulicy „Chmielna”, ach ten język), ale prezentacja wypadała autentycznie i wciągała – podążaliśmy po tych mapach razem z prelegentem. Zresztą to, że prosta formalnie – nie znaczy że nieprzygotowana, albo że improwizowana. Giorgio miał wciąż w tle przygotowane materiały, do których się odwoływał, np. kod YouTube filmu z Bolkiem i Lolkiem, który podpiął pod jedną z „pinesek”, aby pokazać możliwości wzbogacania map o własną treść.

Swoją drogą, sprawę tłumaczenia załatwiono dużo bardziej elegancko niż na premierze Opery. Po prostu jeśli ktoś potrzebował mieć tłumaczenie, brał od obsługi słuchawki, zakładał i nie było tak denerwujących wtedy przerw na przełożenie tego co 90% audytorium świetnie rozumie.

Potem nastąpiły prezentacje polskich partnerów Google –  firm, które dotąd używały intensywnie map w swoich serwisach. Pierwszy Rafał Agnieszczak z Fotka.pl – tak jak nas przyzwyczaił na różnych konferencjach: szybko, na luzie i „bootstrapowo”.

Dwie pozostałe prezentacje już znacznie słabsze. Przedstawiciel Tabelaofert.pl zarzucił nas szczegółami technicznymi, a do końca nie wiedzieliśmy jak właściwie te mapy w jego serwisie działają. Dziwna też była prezentacja serwisu gdziejestdziecko.pl. Pan z firmy Locon przeczytał po prostu typową prezentację handlową, kończąc apelem o korzystanie z usługi. Zastanawialiśmy się po imprezie – jak bardzo trzeba nie myśleć, aby taką sytuację wykorzystywać wyłącznie handlowo. Przecież tej firmy nie zaproszono po to aby się prezentowała, tylko aby opowiedziała o wykorzystaniu Google Maps. Tym bardziej, że na sali byli specjaliści z branży, którzy nie łapią się na piękne marketingowe frazesy. Na premierę przyjechali ludzie z całej Polski, a tu po prostu bezczelnie wykorzystano ich czas.

Podczas wszystkich polskich prezentacji aż chciało się wstać i powiedzieć – wy nam nie mówcie, jak to działa, wy nam to pokażcie. Może jednak udane wystąpienie Giorgio Scherla będzie inspiracją dla uczestników przyszłych takich imprez.

Podobne artykuły:

Być może zainteresują Cię następujące artykuły:

Zapisz się na kanał RSS bloga i dołącz do ponad 1500 czytelników RSS.

Zostań fanem WebAudit na Facebooku.

Komentarze czytelników

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS
  1. Mariusz Gąsiewski

    Przekażę Giorgio Twoją pochlebną opinię na temat jego prezentacji :). Cieszę się, że się podobała. Testowałeś już sam produkt pod kątem usability i użyteczności ?

  2. arecki

    Odnośnie prezentacji to mam identyczne wrażenie. Prezentacja Giorgio zdecydowanie była kilka poziomów wyżej od pozostałych. Forma prezentacji gdziejestdziecko nie była odpowiednia do miejsca i czasu. Pozostałe 2 jakby połączyć ze sobą byłoby ok. Osobiście więcej wolałbym usłyszeć o samym API i kierunku w jakim ma zmierzać (ale zdecydowanie nie po to była prezentacja, aby mówić o szczegółach technicznych).

    Ale skoro wpis jest o prezentacji to dla mnie najciekawszą rzeczą było postawienie „pineski” przed hotelem i w środku. Poczułem się jak w reklamach google maps, w których rzeczywistość miesza się ze światem wirtualnym. Pomysł z kompasem też ciekawy.

    Generalnie z zaproszenia spodziewałem się większej rewolucji. Dla mnie to tylko przetłumaczenie interefejsu (mimo starań Giorgio, że nie tylko). To co pokazano można było robić do tej pory przy użyciu google maps lub stron trzecich opartych na GM.

    Ot taki miły akcent, że teraz jest po polsku.

    Szkoda, że konkurs ogranicza się wyłącznie to „Moje mapy”. Gdyby otwarty był na strony wykorzystujące API zdecydowanie byłoby lepiej.

  3. Robert Drózd

    Mariusz, może nie tyle testowałem, co pobawiłem się trochę wczoraj. I parę drobnostek się zdarzyło.

    Np. wybieram „Pokaż dojazd” – widzę trasę i opis w stylu: „Samochodem: 20.4 km ? około 28 min”, przy czym „Samochodem” jest podkreślone jak link. Kliknięcie nic jednak nie daje. Nie wiem, może tu chodzi o wybór alternatywnej formy transportu (rower? :-) której jednak nie ma w polskiej wersji.

  4. Mariusz Gąsiewski

    Dzięki bardzo za uwagę, prześlę ją dalej :). Jak Ci się nasuną jeszcze jakieś uwagi i wnioski chętnie się z nimi zapoznam. :)

Komentarze z innych blogów

  1. Mapy Google po polsku - Tomasz Topa

    […] spotkania różnych osób. Szkoda, szkoda. Szczegółowe relacje z imprezy opublikowali już m.in. Robert Drózd, Tomasz Frontczak, BlueRank, Kuba Filipowski i Grzegorz Marczak – do nich zatem odsyłam. Jeśli […]

  2. Google wie, jak podejść blogerów? | Patrycja Kierzkowska

    […] głos kolegom: WebAudit, SprawnyMarketing, BlueRank, Yashke, […]

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML. Komentarze zawierające w podpisie słowa kluczowe mogą zostać potraktowane jako spam i usunięte.