Skocz do linków, Skocz do treści

Czy jesteś inkluzjonistą?

6 marca 2008 21:41. Autor: Robert Drózd. Komentarze (10) »

Jedne z najbardziej gorących dyskusji w społeczności polskiej Wikipedii dotyczą tzw. stron do usunięcia. Na dwóch przygotowanych do tego celu stronach odbywają się codziennie głosowania i dyskusje – czy dany artykuł powinien w Wikipedii pozostać, czy też należy go skasować. Artykuł do usunięcia może zgłosić każdy, kto ma wątpliwości.

Narzędzia do wycinania złych treści z Wikipedii

Dlaczego usuwać? Jest kilka powodów. Na przykład nieodpowiednia forma. Jednak najbardziej popularnym powodem pozostaje nieencyklopedyczność.

„Nieency”. To jest skrót najbardziej ulubiony przez jednych, a najbardziej znienawidzony przez innych. Jeśli coś jest nieency, oznacza, że nie zasługuje na bycie w encyklopedii.

Jest albo zbyt mało znane, za mało istotne, za mało wiarygodne itd. Aby nie dyskutować za każdym razem w typowych przypadkach ustala się tzw. zasady encyklopedyczności. Są to zbiory kryteriów, które musi spełniać przedmiot hasła – oraz samo hasło, aby miało ono rację bytu.

Jednak istnienie zasad nie przeszkadza w bardzo ostrych sporach, tym bardziej że wiele zasad jest rozmytych i uznaniowych, wiele haseł wpada w szarą strefę, kiedy nie ma jasności czy należy je usunąć, czy zostawić. Decyduje dyskusja w Poczekalni – i jeśli się nie uda dogadać: głosowanie.

Wśród dyskutantów ścierają się dwa skrajne poglądy: inkluzjonizmdelecjonizm. Pierwszy mówi – zostawmy jak najwięcej, drugi – usuwajmy rygorystycznie, to co się nie nadaje.

Inkluzjonizm

Argumenty inkluzjonistów są całkiem logiczne.

Po pierwsze – wikipedia jest dla czytelników. Oznacza to, że o każdym niemal temacie ktoś może chcieć przeczytać. Jeśli są chętni do pisania o tym – dlaczego mamy ich aktywność powstrzymywać? „W Wikipedii właśnie o to chodzi, aby opisywać świat takim, jakim jest”, powiadają inkluzjoniści.

Kolega WarX w sposób barwny opisuje takie stanowisko. Według niego jeśli czytelnik:

… przychodzi na Wikipedię i nie znajduje artykułu o swoim ulubionym zespole 7 ligi piłki nożnej, to ta Wikipedia jest dla niego do dupy i nie uwierzy, że ten artykuł należało skasować, bo dzięki temu jest lepsza.

Jednym ze haseł promocyjnych Wikipedii jest to, że ma ona obejmować „całość ludzkiej wiedzy” – inkluzjoniści biorą ten slogan dosłownie.

Po drugie – bardzo trudno jest się dogadać w sprawie kryteriów.

Inkluzjoniści zgłaszają liczne absurdy istniejących zasad. Na przykład bardzo łatwo pojawić się w Wikipedii poprzez grę w II lidze piłki nożnej, albowiem za encyklopedycznych uznawani są piłkarze, którzy rozegrali 15 ogonów w różnych meczach. Ostatnio też wikipedię zalewają aktorzy grający epizodyczne role w różnych serialach. Z drugiej strony – usuwani byli np. wieloletni ordynatorzy szpitali, bo nie mieli jawnych i weryfikowalnych osiągnięć.

Po trzecie – im więcej dyskusji nad usuwaniem – tym większy poziom frustracji

Dotyka to szczególnie początkujących redaktorów. Bo nikt nie lubi, gdy jego pracę uważa się za niepotrzebną i usuwa. Po paru usunięciach takich haseł, czy też dużych fragmentów, nad którymi spędziło się długie godziny, można całkowicie zwątpić w sens swojej bytności na Wikipedii.

Dodać należy, że pewna liczba osób (nierzadko z dyplomami naukowymi) opuściła Wikipedię m.in. dlatego że społeczność zdecydowała o usunięciu artykułów, których byli głównymi autorami.

Typowy przykład: niesamowicie rozbudowany, uzupełniony zdjęciami, piękny pod względem formy i stylu artykuł o …pradziadku autora, który brał udział w jakimś powstaniu (w stopniu szeregowego) i poza tym nic więcej nie osiągnął. Czy wszyscy powstańcy „są ency”? Społeczność uznała, że nie. Artykuł usunięto, autor się obraził. Ale późniejsze głosowania nad innymi powstańcami pokazały, że jednak są encyklopedyczni. Może więc wszystkich zostawić i oszczędzić sobie nerwów? Bądź tu mądry.

Są to rozważne i przekonujące argumenty.

I delecjonizm…

Dlaczego jednak tyle artykułów jest usuwanych? Jakie są racje delecjonistów – czyli tych, którzy są za masowym usuwaniem i ostrymi kryteriami?

Są one oparte o potwierdzony w praktyce pesymizm, czy jak kto woli – realizm.

Po pierwsze – bez ostrych kryteriów Wikipedia szybko zmieni się w śmietnik. A mało kto lubi sprzątać śmietniki.

Wiele biografii dodają sami ich bohaterowie, zainteresowani promocją w Wikipedii. Rozumieją ją praktycznie jako miejsce do opublikowania swojego życiorysu zawodowego czy portfolio.

Im więcej artykułów, tym trudniej nad tym zapanować. Utworzenie nowego artykułu to najczęściej dopiero początek – przynajmniej w teorii powinien ktoś go przejrzeć, zaakceptować (ta funkcjonalność jest w tym momencie testowana), no i ewentualnie oznaczyć problemy (np. brak źródeł). W praktyce przy krótszych hasłach samo ich sprawdzenie może zająć więcej czasu niż napisanie.

Jeśli Wikipedia zmieni się w bazę „who is who” ze wszelkimi radnymi, naukowcami w stopniu doktora, młodymi sportowcami i różnymi dyrektorami firm – wtedy będzie coraz mniejsza szansa, że pojedynczy artykuł został solidnie zweryfikowany. Również mniejsza szansa, że ktoś temu artykułowi się przygląda i może zareagować na różne dziwne zmiany.

Innymi słowy – wzrost ilości informacji będzie wprost proporcjonalny do spadku jakości.

A dodajmy, że wielu redaktorów bardzo chętnie wstawia nowe artykuły, a zupełnie nie interesuje ich praca przy artykułach istniejących. „Co ja po kimś będę poprawiał” – to postawa dosyć powszechna. Przy czym nie chodzi o poprawę literówek, a często o przeredagowanie artykułu, sprawdzenie źródeł – generalnie: żmudną, mało wdzięczną i słabo widoczną robotę. Lepiej napisać coś zupełnie nowego. O tym problemie napiszę na pewno jeszcze, bo jest to przyczyna największej bolączki polskiej Wikipedii tj. nie zawsze najlepszej jakości artykułów.

Po drugie – to jest ENCYKLOPEDIA

A nie – katalog firm, katalog stron www, katalog osób, katalog wszelkich możliwych do skatalogowania rzeczy.

Czytając rozżalonych autorów usuniętych haseł widzę dziwny tok rozumowania. Otóż niektórzy traktują Wikipedię jako JEDYNE możliwe dla nich miejsce publikacji. Jest to błędem – jeśli uznamy czyjegoś dziadka za nienadającego się do Wikipedii, to przecież niewielkim nakładem środków można sobie utworzyć stronę www z rodzinnymi biografiami. Co jest nawet zalecane – przecież oryginalny autor hasła nie może zastrzec jego formy i treści. Jeśli chce napisać wszystko o tym dziadku i w taki sposób, który najlepiej uczci jego pamięć – wtedy własna strona jest najlepszym wyborem.

Po trzecie – zawartość Wikipedii decyduje o jej ocenie jako całości.

Przykład: często i chętnie z Wikipedii korzystają dziennikarze, poszukując np. biografii, które mogą wykorzystać w artykule. Niestety, zdarza się, że trafiając na osobę bardzo znaną, widzą biogram na parę zdań. A przy okazji widzą, że pięknie kwitną artykuły o pokemonach, bohaterach mang, czy też uczestnikach Big Brotherów i tańców z gwiazdami.

Kwestią do rozwinięcia jest wybiórczość osób piszących na Wikipedii. Mamy setki świetnych artykułów na różne niszowe tematy – a tematy ogólne – leżą. Na czym powinni się skupiać redaktorzy?

Kim ja jestem?

Wierzę, że Wikipedia jest idealnym miejscem na sumę ludzkiej wiedzy o rzeczywistości, która nas otacza. Również na artykuły o małych wioskach, o niedocenionych społecznikach, o polskich liceach ogólnokształcących, albo o szczegółach różnych teorii naukowych. Mimo różnych obaw o finansowanie, Wikipedia na pewno nie zniknie z Internetu. Strony znikną z sieci, książki przestaną być wydawane, a informacja w encyklopedii zostanie (choć nie zawsze w takiej postaci, jakiej by sobie autor życzył, ale to już inna sprawa).

Wstawiłem sobie kiedyś do swojej strony użytkownika na Wikipedii następujący znaczek informacyjny:

Znaczek ?Ten użytkownik jest inkluzjonistą?

I przyniósł mi on sporo kłopotów, gdy ubiegałem się o status administratora, gdyż obawiano się, że … nie będę usuwał artykułów, które powinny być usunięte. Zadano mi sporo pytań w celu sprawdzenia stopnia tego mojego inkluzjonizmu.

Ale gdy już administratorem zostałem, po paru tygodniach okazyjnego przeglądania edycji – doszedłem do wniosku, że już inkluzjonistą nie jestem. Że konieczne są szybkie i zdecydowane operacje chirurgiczne, jeśli nie chce się, aby zaraza śmiecenia, autopromocji i bylejakości rozlała się po Wikipedii.

Nie przeszedłem jednak do drugiego obozu. Wciąż jestem za tym, aby Wikipedia była jak najbogatsza w treść. Powinna być jednak to treść wolna od propagandy (różnej formy i z różnych kierunków) czy nacisku popkultury, która przekonuje, że pewne rzeczy są ważniejsze niż jest to naprawdę. Jako encyklopedia, Wikipedia powinna też spełniać określone cele dydaktyczne i jak najlepiej uczyć – również bez manipulacji i nadużyć. Jak zachować złoty środek?

Informacje o prawach autorskich: grafika „Laparoscopic Hand Instruments” na licencji GNU pochodzi z Wikimedia Commons

Podobne artykuły:

Być może zainteresują Cię następujące artykuły:

Zapisz się na kanał RSS bloga i dołącz do ponad 1500 czytelników RSS.

Zostań fanem WebAudit na Facebooku.

Komentarze czytelników

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS
  1. Łukasz Sobek

    Zachować złoty srodek oznacza oszaleć, a potem korzystając ze zdobytej wiedzy wrócić do rozsądku. Stracić rozum po raz drugi i znów po jakimś czasie spojrzeć na siebie mówiąc „to było bardzo głupie, ale cholernie dużo się nauczyłem”. Rozsądek i złoty środek to nieustanne zmagania z własnym ja niby utrzymujące status quo, a jednak pwodujące, że po kazdej eskapadzie złoty środek znajduje się gdzie indziej, a my, niby przedtem normalni, okazujemy się być jeszcze daleko od celu. Czy można zachować złoty środek? Moim zdaniem nie :)

  2. Mariusz Gąsiewski

    Niestety każdy kij ma dwa końce. Sam się swego czasu nieco zraziłem do pisania artykułów dla Wikipedii po tym jak któryś raz z rzędu wyrzucono mój artykuł.Rzadko kto lubi poświęcać swój czas na próżno. Z drugiej strony wirm, że oczyszczanie ze zbędnych artykułów jest koniecznością (z doświadczenia przy redagowaniu DMOZ-u), a że wielokrotnie idzie to rykoszetem to inna sprawa…

  3. Marcin Jagodzinski

    no cóż, od czasów wyrzucenia blip.pl z polskiej wikipedii określenie „smarkaczokracja” samo ciśnie mi się na usta. zwłaszcza, jak poczytałem sobie „argumentację” (przy czym najbardziej idiotyczny argument padł akurat „za”: „zostawić, bo chyba obiło mi się o uszy”. rozumiem strach przez reklamą itd, ale tekst (oczywiście nie mojego autorstwa) nie miał wydźwięku reklamowego.

    a przynajmniej dla mnie opisy stron i serwisów internetowych są jedną z większych zalet wikipedii (en). z oczywistych przyczyn nie ma ich w tradycyjnych encyklopediach, są zwięzłe, pozbawione marketingowych bzdur, nie służą nauce obsługi serwisu, ale przekazaniu podstawowych informacji na jego temat. tymczasem u nas decyzje podejmuje się w oparciu o  widzimisie.

    nie bardzo rozumiem, co komuś przeszkadza, że jakiś tekst JEST. problemem chyba jest, jak go nie ma. rozumiem, że strona blip.pl istnieje za mało? bo chyba nie znaczy to, że wcale nie istnieje.

  4. Robert Drózd

    Marcin: byłem za usunięciem osobnego artykułu o Blipie i to podtrzymuję. ?Not notable enough? podane przez jednego z głosujących to jasne wyjaśnienie. Nigdzie nie podajecie np. liczby zarejestrowanych użytkowników serwisu, nie sądzę aby to było więcej niż 10 tysięcy.

    Alexa jak wiadomo wyrocznią nie jest, ale wykres http://tiny.pl/4xr3 mówi sam za siebie ? ruch na blipie znacznie niższy niż pinger czy wykop, a porównywalny np. do bloga Antyweb.

    Jednej rzeczy nie dopilnowano, a mianowicie integracji z artykułem o GG, gdzie Blip powinien zostać opisany jako jedna z usług ? i to dzisiaj zrobiłem: http://pl.wikipedia.org/wiki/Gadu-Gadu#Blip

  5. Marcin Jagodzinski

    oczywiście, że alexa nie jest wyrocznią w przypadku serwisu, w którym 60% ruchu jest poza WWW.

    przyjmowanie ilościowego modelu „liczenia się” jest dość słabym pomysłem. są bardzo ważne i bardzo małe communities, które jednak mają duży wpływ na to, co się dzieje.

    wydaje się jednak, że blip ma jakieś tam znaczenie w krajobrazie polskiej sieci. oczywiście to inna skala niż nasza klasa. ale może się mylę.

    podpinanie nas pod komunikator GG nie ma większego sensu, jeśli już to pod GG SA

  6. Godryk

    Wtrącę trzy grosze jako zwykły użytkownik: wolałbym przeczytać krótki wpis informacyjny w Wikipedii, niż przez kilka miesięcy (tak! – co najmniej kwartał mi to zajęło…) usiłować zrozumieć, o co właściwie w tym blipie chodzi. A strona blipa do niedawna była mało komunikatywna… (Niemniej obiektywnie rzecz biorąc, to autorzy blipa dawali ciała, a nie Wikipedia. ;-) )

    Pod tym względem Wikipedia angielska jest od polskiej dużo wygodniejsza – w zasadzie wszystkie serwisy, o jakich mogę przy okazji różnych wpisów na net.to poczytać, są tam wyszukiwalne. ;-)

    Polityka różnych serwisów, zmuszajaca użytkowników do rejestrowania się po to, żeby mogli zobaczyć, o co właściwie chodzi, budzi moje żywiołowe obrzydzenie i kojarzy mi się natychmiast z próbą wyłudzenia danych czy po prostu zdobycia kolejnej martwej duszy (jak te na blogach Onetu).

  7. Robert Drózd

    Ciekawy artykuł nt. inkluzjonizmu i delecjonizmu ukazał się niedawno w The Economist: http://www.economist.com/printedition/displaystory.cfm?story_id=10789354

  8. Trulue

    1. To nie Wikipedyści piszą Wikipedię, ale Ipeki
    2. Zadaniem Wikipedystów jest redagowanie artykułów Ipeków
    3. Niekompletne artykuły można oznaczać jako niedopracowane, tak żeby każdy wiedział, że jest to plac budowy, a ten kto wie coś więcej miał punkt startu do dalszego rozwijania hasła.
    4. Miejsce na serwerze jest bardzo tanie i od tego Wikipedia nie zbankrutuje, że będzie więcej haseł.
    5. Reguły encyklopedyczności są archaiczne, a wikipedyści są od redagowania a nie od określania kto „nadaje się do Encyklopedii”
    6. Co z tego że coś jest nieznane. Tak samo możnaby powiedzieć że 90% standardowej encyklopedii jest do wyrzucenia, bo tylko parę osób przeczytało definicje tych 90% haseł encyklopedycznych.

  9. Robert Drózd

    1&2 – skąd takie pomysły? Każdy ma takie samo zadanie: rozwijanie artykułów, czy to nowych czy istniejących. Dostęp dla IP jest przede wszystkim po to, aby przez drobne zmiany (np. literówki) można było się zorientować czy edytowanie Wikipedii komuś odpowiada.
    3 – i tak się najczęściej dzieje. Tylko że jeśli coś jest bardzo niedopracowane, lepiej to usunąć i napisać od nowa. Wiele z usuwanych wpisów to po prostu parę zdań wklejonych czy napisanych naprędce. Jeśli ich „autor” nie natrudził się żeby nadać temu odpowiednią formę, dlaczego mają trudzić się inni?
    4 – nieprawda, fundacja wciąż zbiera pieniądze na serwery, których potrzeba coraz więcej. Będzie więcej haseł i kto je będzie przeglądał, skoro wszyscy chcą tylko pisać nowe?
    5 – wikipedyści są od tworzenia.
    6 – nieprawda, 99% haseł które są w normalnych encyklopediach powszechnych jest też na Wikipedii.

Komentarze z innych blogów

  1. WebAudit Blog » Polska Wikipedia: 500 tysięcy i co dalej?

    […] jaką prezentuje dany redaktor. Różne wizje nt. encyklopedyczności opisałem w artykule Czy jesteś inkluzjonistą? Jeśli taki redaktor ma również uprawnienia operatorskie lub pewne poważanie […]

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML. Komentarze zawierające w podpisie słowa kluczowe mogą zostać potraktowane jako spam i usunięte.