Skocz do linków, Skocz do treści

Wróg nr jeden – nonszalancja i obojętność

13 kwietnia 2007 0:16. Autor: Robert Drózd. Komentarze (7) »

Przykład, który pozornie nie ma nic wspólnego z dostępnością w Internecie. W ubiegłym roku przez kilka miesięcy remontowano główną stację stołecznej kolei podmiejskiej – Warszawa Śródmieście. „Dziennik” z 11 kwietnia donosi:

Każdego dnia przewijają się tu setki tysięcy pasażerów. Ale osoba na wózku nie ma szans dostać się do pociągu. Nie ma ani zejścia przystosowanego dla potrzeb inwalidów, ani wind. Budowlańcy remontujący dworzec nie zrobili nawet klasycznej, betonowej pochylni wzdłuż schodów, takiej, jakie są w większości przejść podziemnych. Dyrekcja kolei przyznaje, że nie zbudowała jej celowo.

– Analizowaliśmy możliwość wykonania takich zjazdów, doszliśmy jednak do wniosku, że nie ma to sensu – mówi Michał Wrzosek, rzecznik Grupy PKP. – Zamontowanie windy kosztowałoby ok. 1 mln zł, a cały remont pochłonął 7 milionów. Natomiast gdybyśmy zrobili zwykłą pochylnię, to trzeba byłoby ją co jakieś dwa, trzy miesiące naprawiać, ponieważ schody są w złym stanie.

[…]

Zdaniem Michała Wrzoska, rozwiązaniem jest wzajemna pomoc pasażerów. – Często widzę, jak ktoś pomaga kobietom znosić wózek z dzieckiem. Nie jest więc tak, że nie można się na dworzec dostać – mówi. Rzecznika PKP nie przekonuje to, że zbudowanie cementowej pochylni to koszt zaledwie kilkunastu tysięcy złotych. – Mielibyśmy masę skarg na to, że ludzie się o nią potykają – przewiduje. – A my chcemy rozwiązać problem kompleksowo – dodaje.

Kompleksowo. I dalej typowy pijarowski żargon, że za 2-3 lata to oni wybudują nowy dworzec, w którym będzie cała masa udogodnień.

Pytanie. Jak firma, która traktuje w ten sposób swoich klientów potraktuje problem dostępności w internecie? Może tak:

Celowo nie chcieliśmy przystosowywać witryny dla niepełnosprawnych. Wiadomo, że to kosztuje, a my mamy ograniczony budżet i chcemy się skupić na najważniejszych Klientach. Ale przecież osoby niewidome czy słabowidzące mają rodziny, znajomych. Na pewno ktoś takiej osobie pomoże i przeczyta jej rozkład jazdy, prawda? Ja naprawdę nie widzę problemu.

Ktoś powie, że PKP to specyficzna instytucja, która ze zdrowym rozsądkiem i zasadami rynkowymi niewiele ma wspólnego. I że tam wiele rzeczy normalnych gdzie indziej „niedasię”. Prawda. Ale takie podejście nie jest odosobnione. To często największa przeszkoda przy choćby poruszaniu tematu dostępności.

Aktualizacja z 16 kwietnia: pan Michał Wrzosek wypowiedział się na forum Intercity. Stwierdził, że jego wypowiedzi nie były autoryzowane.

Podobne artykuły:

Być może zainteresują Cię następujące artykuły:

Zapisz się na kanał RSS bloga i dołącz do ponad 1500 czytelników RSS.

Zostań fanem WebAudit na Facebooku.

Komentarze czytelników

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS
  1. losamorales

    accessibility zarówno w sieci jak i w świecie fizycznym powinna być wymuszona i zagwarantowana ustawowo – jak w UK.

    to co robi pkp i ten Pan Michał to w moim odczuciu wyjątkowa żenada, wstyd, obciach i chamstwo.

  2. Jacek

    Moim zdaniem trochę z tym stawianiem nowego serwisu i tym, że wtedy zostaną zastosowane nowe standardy (porównując do budowy nowego dworca) z poziomu inwestorów można bronić (z ich punktu widzenia).
    Zauważam, że bardzo często firmy stawiają stronę www wydają pieniądze, i później zapominają o niej … i przypominają sobie dopiero za 2-3 lata, gdy ktoś im wytyka, że taka marna … i wtedy podejmuje decyzję że trzeba postawić nową. Jeśli takie jest podejście inwestorów, to co można na to poradzić … pewnych decyzji nie przeskoczymy. Ważne jednak, że gdy stawiają już tą nową stronę podejmowali dobrą decyzję i uruchamiali wszystko zgodnie ze standardami.

  3. Mariusz Gasiewski

    Oczywiście problem jest bardzo ważny, ale trudno winić za to samych właścicieli witryn.
    1. W tworzeniu witryny ważne są koszty – profesjonalne badania użyteczności i profesjonalne wykonanie serwisu kosztuje.
    2. Właściciele witryn nawet jeżeli rozumieją kwestie użyteczności patrzą na serwis poprzez pryzmat ROI.
    3. Właściciele są najczęściej zdrowi, więc niekoniecznie zdają sobie sprawę z trudności, jakie mają ludzie niepełnosprawni z przeglądaniem nieużytecznych witryn.
    4.Jeżeli się na czymś nie do końca znamy to „kupujemy” pomysł oczyma, serwis, który jest jednocześnie użyteczny i ładnie wyglądający dla zdrowego laika to spore wyzwanie.

  4. Godryk

    W przypadku dużych firm, jak PKP właśnie, najważniejszy jest chyba punkt 2 (ROI), ale dochodzi jeszcze kwestia braku osób kompetentnych i rozmycia odpowiedzialności.

    Przede wszystkim zapomnijmy o właścicielach. Dla nich strona internetowa firmy znajduje się bardzo nisko na liście priorytetów. To samo dotyczy wszystkich ciał zarządczych i nadzorczych. Oni są od nawiązywania i podtrzymywania kontaktów biznesowych na najwyższych szczeblach, natomiast strona jest co najwyżej jednym z elementów wspomagających sprzedaż i PR – dlatego jej utrzymanie spada na działy PR, marketingu, sprzedaży. Ewentualnie na dział IT, szczególnie jeśli firma korzysta z własnej serwerowni.

    Bardzo rzadko się zdarza (a jeśli już, to chyba tylko w małych firmach), żeby firmowy serwis nadzorował pracownik znający internet od podszewki, a jednocześnie uprawniony do szybkiego podejmowania decyzji w zakresie PR (bo przecież chodzi o wizerunek firmy, nie?) i do dysponowania budżetem na odpowiednie poprawki.

    Jeśli stroną zajmuje się dział PR, to zwykle są to osoby z wykształceniem dziennikarskim lub marketingowym, to owszem, mają budżet, mają uprawnienia do szybkiej zmiany informacji na stronie, ale brak im orientacji w kwestiach technicznych, a co dopiero w zagadnieniach dostępności.

    W przypadku działów marketingowych i handlowych, rzecz się komplikuje – owszem, budżet na akcje marketingowe zwykle jest, ale gorzej z uprawnieniami do szybkiego podejmowania decyzji o koniecznych zmianach w serwisie. Przykładowo, wprowadzanie nowego produktu to kategoria „przed przeczytaniem spalić”, a przedwczesna publikacja informacji na stronie grozi poważnymi konsekwencjami – więc kto chciałby się wychylać?

    Jeśli stroną zajmuje się dział IT, to zwykle nie ma problemu z rozwiązaniami technicznymi, ale ich finansowanie i szybka aktualizacja napotyka przeszkody: w budżetach IT finansowanie strony jest na stosunkowo dalekiej pozycji: pierwsze miejsca to zwykle nowoczesny sprzęt dla zarządu, systemy ERP/MRP, ewentualnie CRM. Fajnie, jeśli strona jest jednym z elementów takiego CRM, ale to, czy producent CRM zadbał o dostępność, nie wpływa prawie nigdy na wybór systemu.

    Z kolei jeśli stroną zajmuje się specjalny zespół powołany spośród pracowników PR, IT czy marketingu, to zwykle jego członkowie mają na głowie inne obowiązki, różne sprawy bieżące i nagłe wypadki, a zagadnienia związane ze stroną traktują jak gorący kartofel, przerzucany od działu do działu w ramach zwykłej wewnątrzorganizacyjnej spychotechniki. „Dostępność? Po co komu dostępność, przecież mamy plan sprzedaży do wykonania, targi, pilną aktualizację bazy danych…” (niepotrzebne skreślić).

    Dlatego tytułową „nonszalancję i obojętność” zastąpiłbym przez „spychotechnikę i dupochrony” – o ile czytający ten komentarz wybaczą mi ten kolokwializm. :->

  5. Tomek Karwatka

    Nie zgodzę się, że w wypadku PKP w projekcie WWW ważne jest ROI. Serwis WWW jest dla PKP elementem budowania wizerunku oraz elementem komunikacji (PR) i budowania wartości dodanej usług (np. rozkład jazdy on-line). Budując wizerunek firma ta powinna zwrócić uwagę na aspekt odpowiedzialności społecznej oraz budowy zaufania. Wszakże PKP nie cieszy się zbytnim poważaniem społecznym i tego typu działania z pewnością okażą się przydatne. Właśnie z tego powodu serwis powinien być dostępny. Co ważne – z serwisu nie mogą też korzystać osoby wyposażone w urządzenia mobilne. Sztampowy przykład – pasażer IC nie może ze smartphona sprawdzić rozkładu jazdy – widziałem na własne oczy kilka takich nieudanych prób, ja również nie potrafię, nie da się :(

    Reasumując – w tym wypadku to problem ważniejszy niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Firma mogła zyskać dużo dobrego PR oraz zrobić krok ku co najmniej dwóm grupom klientów (niepełnosprawni + biznes) a nie zrobiła nic. Szkoda.

    Dla mnie wytłumaczeniem nie jest niewiedza. Mamy sporo dobrych agencji, których rolą jest doradzanie. To one winny dbać o to jak klient wypada „na rynku”. Jeśli PKP robi wszystko same to sami są sobie winni.

    Przykro czytać takie wypowiedzi jaki zacytował Robert.. nawet jeśli nie są autoryzowane a jedynie „pochodzą z forum”. Naprawdę przykro.

  6. Marcin Szewczyk

    O zgrozo, mamy 2009 rok. Jak wiele się zmieniło?…

Komentarze z innych blogów

  1. Blogowy remanent - dostępność : WebAudit Blog

    […] Wróg nr jeden ? nonszalancja i obojętność Tutaj na przykładzie PKP zastanawiałem się, co stoi u początków wszelkich problemów z dostępnością. […]

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML. Komentarze zawierające w podpisie słowa kluczowe mogą zostać potraktowane jako spam i usunięte.